Tak połączenie praktyki z codziennością to właśnie sztuka. ![]()
![]()
Widzieć Magię w każdym dniu. Czuć ją przy ołtarzu paląc świece, czuć ją przytulając własne dziecko podczas zabawy czy czuć ją w trakcie sprzeczki z swoim małżonkiem…
Nie oddzielać ezo wiedzy z blogów, książek czy inspiracji od życia, które potrafi być tak przyziemne i „prozaiczne”.
Sztuka którą niewielu potrafi.
Sztuka, której cały czas się uczę. ![]()
Od 10 lat w tym żyje.
Pierwsze lata to było masowe przyswajanie „wiedzy”. Od książki do książki, od kanału do kanału, od kursu do kursu. Bez wytchnienia, bez czasu na własną refleksje, bez czasu na rzeczywista praktykę.
Głód wiedzy, upajanie się nią i poczucie oderwania od własnego życia. ![]()
Później, jakieś 6 lat temu trafiłam na gromadę rodzimowierczą. Tam zaczęłam poznawać magię słowiańską w praktyce.
Poznawałam ją (bo arogancją byłoby napisać że poznałam) jak od strony gromadnika, tak i obiatnika czy osoby prowadzącej rytuał. Kolejny snop iskier dodany do Wewnętrznego Ognia. ![]()
Po 2 latach przyszło macierzyństwo. ![]()
Oho… To dopiero było szaleństwo. Istna pożoga…
Gdy córka miała 6 ms-cy weszłam w „pierwszy stopień” reiki, do mojego życia zaczęła pukać magia anielska. Później drugi stopień…
I kosmiczne dysonanse. ![]()
Łączenie magii słowiańskiej, anielskiej i pracy z energiami wydawało się niemożliwe.
Część moich Nauczycieli przestrzegała przed pośpiechem, przed mieszaniem, budowaniem różnych domów.
A ja czułam, że na razie zbieram różne materiały do budowy jednego, przestronnego, nieklasyfikujacego domu.
Ta podróż była długa i wymagająca.
Raz oddalałam się od jednej strony, by po kilku miesiącach przybliżać się do niej ponownie a odsuwać się od innej. ![]()
![]()
![]()
Wiele „eksperymentów” koncepcyjnych, działaniowych czy energetycznych na sobie testowałam.
Wszystko to będąc młodą mamą, której Życie rzuca kolejne wyzwania, do komponowania całej tej mieszanki.
Chciałam dojść do sedna tego wszystkiego. czując, że to my ludzie, potrzebujemy etykietować wszystko dla lepszego zrozumienia. Że na poziomie energii te subtelne niuanse nie mają znaczenia.
Aby w końcu dojść do momentu zrozumienia, że to Ja jestem Kreatorem. ![]()
Ja, Ty, każdy…
Że wszelkie systemy to tylko systemy, które pomagają nam się odnaleźć. Jednak clue wszystkiego jesteśmy my sami.
Aktualnie moje najstarsze z dzieci ma lat 4, młodsze 2. Gromada, o której wspominałam wcześniej to nasza rodzina… Nasz Mir.
Dzieci nie rozróżniają genetyką. Czują gdzie jest Miłość i wzajemne wsparcie. I to im wystarcza. ![]()
A Ja na przestrzeni lat przyjmowałam różne koncepty, przyglądałam im się, doświadczałam, fraktalizowałam.
Wszystko po to aby stać się alchemikiem własnego Życia.
I aby zrozumieć, że nie ma potężniejszej Magii niż codzienne życie w Miłości, Radości i Spokoju.
Moje dni są różne.
Mam momenty, gdzie wszystko „chodzi jak w zegarku”. Obowiązki domowe potrafią się pięknie łączyć z rodzicielstwem i praktyką oddechu, medytacji czy paleniem świec.
Mam również tak, że siedzę w domu z chorymi dziećmi na zmianę przez kilka tygodni, praktycznie nie oglądając słońca w innym wymiarze jak przez okno, czy szybkim rozwieszeniem prania na ogrodzie bądź drogą do pracy, zastanawiając się ile jeszcze wytrzymam nie wybuchając złością o najdrobniejszy szczegół przekraczający moje granice (o ile jeszcze takie granice w tym momencie jakkolwiek istnieją).
Są dni, kiedy córka przygląda się jak rozkładam karty i o nich komuś opowiadam, a są momenty kiedy karty „zachodzą kurzem”.
Jest czas na palenie świec na ołtarzu, ale jest i tak, że miejsce pod ołtarzem to najlepsze miejsce na kryjowke w zabawie w chowanego, bądź w dom…
Jest czas kiedy okadzam dom ziołami, a dzieci wyganiają „złe” kadzidelkiem ale jest też czas kiedy nie da się przejść przez pokój bez potknięcia się o coś, bądź nie przyklejając się do podłogi do modeliny, miodu czy czegokolwiek innego co akurat zajęło dzieci na dłużej niż 15min (nie rozumiem dlaczego najdłużej dzieciaki potrafią się skupić na czynnościach, które w naszych oczach nie są tym co chcielibyśmy zaliczyć akurat w codzienności xD)
Jest miejsce na radość i na bezsilność.
Jest miejsce na spokój i na całkowity chaos.
Jest miejsce na śmiech i płacz.
Na krzyk dziecka i podniesiony głos mamy
Na cierpliwość i 'wychodzenie z siebie”.
I w każdym z tych aspektów jest miejsce na Miłość
I jak. Widzisz w tym Życie?
A może widzisz gdzieś siebie?
